wtorek, 10 listopada 2009

28.

teraz głównie piszę tu: mieszanka wybuchowa ciemnej i blond

piątek, 18 września 2009

27. czym żyją ludzie


kliknelam se link tak o. z reklamy na joasmok.blog.pl i prosze oto zrzut ekranu. przyjrzyjcie sie linkom po prawej. jakas masakra.

środa, 2 września 2009

26.



wtorek, 11 sierpnia 2009

25.

doszłam do wniosku, że nie nadaję się do kontaktów z normalnymi ludźmi, na dłuższą metę. Bo tak za bardzo nie mam z nimi o czym rozmawiać. No mogę o pogodzie, o zakupach, o pracy, o poczytanych książkach, ale to z niewieloma. A potem ilosc tematów ulega gwałtownemu odchudzeniu. No bo to co mnie kręci jakos nie kręci ich. Bo jak im mówić, co mi narobiło Słowo z Liturgii dnia? Nie rozumieją, boją się. Ciekawe czego się boją? Że siłą będę ich ciągnęła? Daleka jestem od tego. Jak najdalsza. A może oni chcą tego ciągnięcia i dlatego tak podszczypują, podgryzają i podszczekują różne rzeczy, które mnie czasem bawią a czasem powodują, że mi ich żal.
Nie mam pojęcia.
Dobrego dnia tym, którzy to czytają :)

środa, 5 sierpnia 2009

24. nie mogę się oprzeć, żeby tego nie wkleić

Błogosławiona powinność człowieka: modlić się i miłować

Pamiętajcie, dzieci moje: skarb chrześcijanina jest w niebie, nie na ziemi. Dlatego gdzie jest wasz skarb, tam też powinny podążać wasze myśli. Błogosławioną powinnością i zadaniem człowieka jest modlitwa i miłość. Módlcie się i miłujcie: oto, czym jest szczęście człowieka na ziemi.
Modlitwa jest niczym innym jak zjednoczeniem z Bogiem. Jeśli ktoś ma serce czyste i zjednoczone z Bogiem, odczuwa szczęście i słodycz, które go wypełniają, doznaje światła, które nad podziw go oświeca. W tym ścisłym zjednoczeniu Bóg i dusza są jakby razem stopionymi kawałkami wosku, których już nikt nie potrafi rozdzielić. To zjednoczenie Boga z lichym stworzeniem jest czymś niezrównanym, jest szczęściem, którego nie sposób zrozumieć.
Nie zasługujemy na dar modlitwy. Ale dobry Bóg pozwolił, abyśmy z Nim rozmawiali. Nasza modlitwa jest najmilszym dlań kadzidłem.
Dzieci moje, wasze serce jest ciasne, ale modlitwa rozszerza je i czyni zdolnym do miłowania Boga. Modlitwa jest przedsmakiem nieba, jest jakby zstąpieniem do nas rajskiego szczęścia. Zawsze przepełnia nas słodyczą; jest miodem spływającym do duszy, który sprawia, iż wszystko staje się słodkie. W chwilach szczerej modlitwy znikają utrapienia jak śnieg pod wpływem słońca.
Modlitwa sprawia także, iż czas mija tak szybko i tak przyjemnie, że nawet nie zauważa się jego trwania. Posłuchajcie: Kiedy byłem proboszczem w Bresse, zdarzyło się, iż prawie wszyscy okoliczni proboszczowie zachorowali. Pokonywałem wówczas pieszo duże odległości, modląc się stale do Boga, i zapewniam was, wcale mi się nie dłużyło.
Są tacy, którzy jak ryby w falach całkowicie zatapiają się w modlitwie. Dzieje się tak dlatego, że całym sercem są oddani Bogu. W ich sercu nie ma rozdwojenia. O, jakże miłuję te szlachetne dusze! Święty Franciszek z Asyżu i święta Koleta oglądali naszego Pana i rozmawiali z Nim, podobnie jak my rozmawiamy między sobą.
My natomiast, ileż to razy przychodzimy do kościoła nie wiedząc, jak się zachować ani o co prosić? Kiedy idziemy do kogoś, wiemy dobrze, po co idziemy. Co więcej, są tacy, którzy zdają się mówić do Pana: "Powiem kilka słów, żeby mieć już spokój". Myślę często, że gdy przychodzimy, aby pokłonić się Panu, otrzymamy wszystko, czego pragniemy, jeśli tylko poprosimy z żywą wiarą i czystym sercem.


Z katechezy św. Jana Marii Vianneya, kapłana
(Catechisme sur la priere:
A. Monnin, Esprit du Cure d'Ars, Paris 1899, 87-89)

piątek, 3 lipca 2009

23. Tajemnice

Maryjo, tak jakoś nie możesz mi wyjść z głowy. Cały czas moje myśli krążą wokół Ciebie i chociaż dzisiaj piątek, to wracają do mnie od wczoraj te tajemnice, które my zwykliśmy nazywać radosnymi. Te tajemnice Twojego życia tak mocno zespolone z obecnością Twojego Syna. I ta świadomość, że każda z tych tajemnic jest nierozerwalnie związana z trudnym dla Ciebie doświadczeniem. Radość zespolona z bólem, ale Ty widziałaś Bożą Wolę w tym wszystkim i mówiłaś swoje Amen na każdą z tych sytuacji, dzięki czemu przez trud mogło dokonać się jakieś wspaniałe wydarzenie, które nam przynosi radość. Nie umiem tego tak naprawdę dobrze opisać i mogła bym te tajemnice rozważać w nieskończoność, bo za każdym razem odkrywam inny ich wymiar. Zwiastowanie Miałaś Swoje plany na to jak będzie wyglądało Twoje życie, Twoje małżeństwo, Twoja przyszłość. Pragnęłaś być najbliżej Pana jak to możliwe i On doknał tego w Tobie, że bliżej już nie można. A Ty Swoje Fijat powiedziałaś Mu, za nic mając własne pragnienia i plany. Byłaś gotowa wszystko to odrzucić, by pełnić Jego wolę. I wiedziałaś na co mówisz 'amen', wiedziałaś, że to będzie trudna droga.Ale to pragnienie bycia wierną, było silniejsze od Ciebie. Ciekawa jestem czasem, czy się wtedy bałaś. A jednak nie trzymałaś się kurczowo swojej wizji, tylko miałaś serce tak bardzo otwarte na Niego...
Elżbieta
stodziesięć kilometrów przez wysokie góry, gorącą pustynię, przez Samarię. Większość drogi z Józefem, który odprowadzał Cię aż do Jerozolimy. Siedem kilometrów sama. Ciekawe, że między Jerozolimą a Aim-Karim jest właśnie siedem kilometrów odległości. Kilometry miłosierdzia, które pokonałaś sama. A właściwie nie sama, tylko z Nim pod swoim sercem. Żeby spotkać drugą kobietę, w której wypełniało się Słowo Boże i jej pomóc. Pamiętam te góry, te skały, myślę o Samarytanach, którzy byli delikatnie mówiąc niezbyt przyjaźnie nastawieni do Żydów. A jednak poszłaś. Nie szukałaś wymówek, że droga ciężka, że musisz troszczyć się o swoją rodzinę, że... Zaufałaś Bogu i poszłaś. nie uskarżając się na nic.
Narodzenie
W Betlejem, gdzie nie rośnie prawie nic. Za miastem. Samotnie, bo nikt nie chciał zbliżać się do Twojej krwi. W warunkach, które były zupełnie nieodpowiednie. W bólach, Odrzucona, jak później będzie odrzucony Twój Syn. Przynosisz na świat, nam tak bardzo tego niegodnym, Zbawiciela.
Ofiarowanie
Masz jednego, jedynego Syna. Nie zatrzymałaś go dla siebie, by chronić przed bólem, jak Abraham Izaaka. Ofiarowałaś to, co miałaś najcenniejsze Bogu. Nie pozostawiając nic dla siebie. Zawsze znałaś kierunek i cel. Tak bardzo mi tego brakuje. Wyjścia poza mój egoizm. Poza pragnienie zatrzymania dla siebie, posiadania, chcenia tego, co tak naprawdę nie jest moje i jest jedynie łaską, którą dostaję do obracania, by przyniosła zysk.
To ból dla matki, takie przecinanie pępowiny. Pewnie na tyle silny, że niektóre nie mają odwagi przeciąć jej nawet między sobą i dorosłymi dziećmi. Ty się nie wahałaś. Wiedziałaś, że wszystko co dobre pochodzi od Boga i że to przymierze, jak dla nas chrzest, jest tym co najlepszego można dziecku dać.
Odnalezienie
Zgubić dziecko w Jerozolimie, w czasach, gdy nie istniały telefony, musiało być doświadczeniem naprawdę przerażającym. A stracić z oczu Jezusa? W tym mieście ciasnych, pełnych ludzi, kupców, kramów uliczek, tak często osłoniętych przed słońcem, że nie wiadomo gdzie się jest. Maryjo... jak Ty się musiałaś bać, tak po ludzku, o dziecko. Przecież to prawie niemożliwość odnaleźć tam kogoś. I wtedy gdy Wasze serca napełniła radość, gdy Go zobaczyliście, to On Wam jeszcze powiedział tak trochę jakby zdumiony, że mogliście się o Niego martwić. Tak łatwo mi czasem odrzucać tę troskę moich rodziców.